Przedsiębiorczy mieszkańcy Langwaltersdorfu pomagali półżywym spełnić te zachcianki, zarabiając w ten sposób na życie lub zarażając się chorobą, ale kto nie ryzykuje, ten nie je czarnej kiszki, jak mawiał Hans Koch. Ta mało wykwintna, lecz pożywna mieszanka kaszy i świńskiej krwi we flaku była jego ulubioną przekąską, w której przyrządzaniu osiągnął wielkie mistrzostwo. Wśród gruźlików rozeszła się plotka, podsycana przez cwanego Hansa, że krwawa kiszka i galareta ze świńskich uszu to potrawy obdarzone magiczną mocą, leczące przeżarte chorobą płuca.