Hans Koch nie przypuszczał, jak trudne jest wychowywanie dziecka płci żeńskiej, ale nie można powiedzieć, że się nie starał czy szedł na łatwiznę, w czym pomagało mu przekonanie, że on sam został wychowany właściwie. Tu jednak pojawiała się trudność techniczna, bo w domu Kochów Hansa i brata bił ojciec, po śmierci jednego z synów skupiając się rzetelnie i z pasją na pozostałym przy życiu Hansie, a Ingeborg obrywała od matki, która dla wygody przewieszała ją przez poręcz łóżka i prała po młodej białej dupce łyżką cedzakową. Porządnie bić należy tylko chłopców, bo męskie ciało od bicia się utwardza, a dziewczęce psuje, tak uważał ojciec Hansa Kocha. Synowie dostawali więc męskim narzędziem, skórzanym pejczem, który wisiał w sieni i był im niekiedy podstawiany pod nos, by przypomnieli sobie zapach ojcowskiej władzy. Ale żeby ojciec zbił córkę, nie, to się u Kochów nie zdarzało i uchodziło za obyczaj chłopski i niegodny ich domu, stąd dylemat wdowca.