Gorzko, gorzko
Joanna Bator — Literatura

Za domem Kochów Langwaltersdorf kończył się, rozmywając w pagórkowaty pejzaż, w którym znikały pociągi, wozy i nieliczne samochody, przypominające Bercie wielkie gnojne żuki. Z okien ich kuchni widać było drogę prowadzącą w stronę Friedlandu i buńczuczny stożek góry Stortz, ponad nim niebo. Świat był gdzie indziej, zmieniał się i poruszał, ale skrawek ziemi między torami a drogą trwał niezmienny. Krojąc cebulę do hekele, Berta patrzyła, jak znane obrazy mijają jej przed oczami przewidywalne jak pory roku, i nie wiedziała w sumie, czy chciałaby dokądkolwiek pojechać, oprócz Waldenburga, czy na przykład Praga, Złota Praga, o której słyszała od Frau Schindlermeyer, mieści się w granicach jej chcenia. Świat dalszy niż Waldenburg wydawał jej się po prostu nierealny, jak podróż na Księżyc. Rozkoszowała się więc tylko pojawiającą się wraz z pociągiem niejasną perspektywą zaspokojenia tęsknoty, jaką czuła od zawsze, i odrywała oczy od roboty, by liczyć wagony. Liczba parzysta, to tak, a jak nie, to marzenie nie spełni się.