Frau Schindlermeyer, którą do Langwaltersdorfu na parę lat rzuciło złamane serce, wyczuła, że i ta rudawa półsierota za kimś utraconym tęskni i że jej też najprawdopodobniej ktoś kiedyś serce złamie. Frau Schindlermeyer, absolwentka lipskiej Hochschule für Frauen, zanim zmuszona została porzucić wielkie ambicje, przez rok chodziła na tajne wykłady i poznała pobieżnie koncepcję Freuda, z której zapamiętała to, co boleśnie dotyczyło jej losu, a mianowicie, że poszukiwanie znanego bólu to dozgonne przekleństwo wszystkich, których zraniono w dzieciństwie. Frau Schindlermeyer podjęła się odprowadzania Berty do domu w te dni, kiedy nie miał jej kto odebrać ze szkoły, i szły wtedy razem przez wieś, co wprawiało dziewczynkę w dumę i zakłopotanie. Na tym odcinku od szkoły do mostu, przy którym Frau Schindlermeyer mówiła, Możesz już iść, ja będę patrzeć, Berta czuła się, jakby miała matkę. Nie to coś, straszne i niewyobrażalne, co spoczywało pod kamieniem na cmentarzu, lecz żywą, ruchomą, ludzką, patrzącą dwojgiem jasnoniebieskich oczu, jak ona, jej córka, przechodzi przez most. Czasem zatrzymywały się tam na chwilę, gdy akurat jechał pociąg do Mezimesti.