Na dziesiąte urodziny Frau Schindlermeyer podarowała jej gruby elegancki kajet i poleciła notować w nim najskrytsze myśli i pragnienia, czyniąc dziennik swoją powiernicą i przyjaciółką. Odważyła się także porozmawiać z Hansem Kochem, przekonując go, że Berta jest zdolna i mogłaby dalej się uczyć, ale ten wyśmiał ją, że córka od małego umie robić czarną kiszkę, więc nie potrzebuje egzaminu z budyniu, jak nazywano w tym czasie matury nielicznych dziewcząt, które poszły do szkół średnich, by i tak przymusowo uczyć się tam gospodarstwa domowego. Wkrótce potem nauczycielka znikła z Langwaltersdorfu, złamawszy sobie serce po raz wtóry na żonatym nauczycielu gimnastyki, poznanym na wiecu robotniczym w Waldenburgu.