Gwiazdka z nieba
Katarzyna Michalak — Literatura

W biegu nałożył ją, zapiął suwak i już szarpał się z drzwiami, w które wściekle łomotała śnieżyca. Nikłe światełko, które wypatrzył przed chwilą, zgasło. Mogło to być złudzenie – na pewno było! Nie widział w tej chwili własnej dłoni, tak gęsty sypał śnieg! – ale też ktoś mógł potrzebować pomocy. A on był ratownikiem! Bez namysłu ruszył w tamtym kierunku. Światło zamigotało ponownie. Tak! Jednak ktoś przedziera się przez zamieć! Przyspieszył, chociaż marsz przez śniegowe zaspy, z wichrem siekącym po twarzy, wdzierającym się pod kaptur i kołnierz, doprawdy nie był łatwy. Ale góry nie są łatwe. Za to je właśnie kochał: za ich majestat, niedostępność, surowość. On był młody, śmiały i ambitny, kochał zdobywać szczyty. Tatry zaś lubiły takich jak on. Lubiły ich wabić. I łamać.

Dopadł skulonego kształtu. Szarpnięciem poderwał w górę. Chłopak, młody, najwyżej osiemnastoletni… Oczami wybałuszonymi z przerażenia, półprzytomnymi z szoku wpatrywał się w twarz ratownika.

– Możesz iść?! – krzyknął do niego. – Chata jest blisko, dasz radę?!