Tamten przytaknął. Chwycił go wpół, rękę chłopaka zarzucił sobie na ramiona i ruszyli, krok za krokiem, torując sobie drogę przez sypki, głęboki śnieg. Dotarli do chaty.
– Dzi… dzi… – próbował wykrztusić uratowany wędrowiec, ale on przerwał mu sucho:
– Podziękujesz później. Pij. – Wetknął mu w drżące dłonie kubek z gorącą herbatą.
– Dziewczyna! – wyrzucił chłopak. – Tam, na szlaku została dziewczyna!
Zmartwiał po raz drugi. W Wigilię?! W taką zamieć?! Ktoś jeszcze w górach?! Poszalały te dzieciaki?!
– Czekaj tutaj – rzucił do chłopaka. – Dorzucaj polan do kominka. Wrócę z nią.
„Albo nie wrócę” – dodał w myślach, zapinając kurtkę szczelniej, nasuwając kaptur na głowę ciaśniej, podwijając kołnierz wyżej, by zasłonił twarz.
Zanim wyszedł w ciemną, mroźną, smaganą wichrem i śniegiem noc, wezwał pomoc. Może jej potrzebować.