Wszyscy chcieli też autostrad. Nie tylko pomiędzy miastami, ale i w samych miastach, by ruch był płynniejszy. Amerykanie powtarzali, że rząd powinien budować więcej autostrad. Zwoływali zebrania i wiece, na których krzyczeli: chcemy autostrad! Nauczyciele wstawali z krzeseł i mówili, że dzięki drogom kraj stanie się lepszy. Że autostrada to nowa jakość życia „dla waszych, dla naszych dzieci”. To przyszłość.
Powołano więc specjalny fundusz i prosząc Boga, żeby błogosławił przy budowie autostrad, „naszych dróg narodowych”, wysiedlano mieszkańców. Buldożery burzyły domy, a potem niwelowały teren, aby poprowadzić w tym miejscu kilkupasmową drogę do przyszłości.
Radykalnie ingerowano w krajobraz nie tylko po to, żeby budować drogi, ale również by upiększyć okolicę. Przy budowie Blue Ridge Parkway, trasy widokowej o długości ponad siedmiuset pięćdziesięciu kilometrów – „ulubionej trasy Ameryki” – w rejonie południowych Appalachów wyburzono wiejskie chałupy, usunięto też pawilony, kramiki i wszelkie inne ślady handlu. Pejzaże miały być przyjemne dla oka, dla oka kierowcy.