Najpierw przejechałam trzy osoby zamiast pięciu. Te na czerwonym zamiast tych na zielonym. Przejechałam również psa.
Wybierałam między śmiercią trzech starszych kobiet w samochodzie i trzech dziewczynek na przejściu dla pieszych. Dziewczynkom pozwoliłam pożyć.
Potem wybrałam pomiędzy własną śmiercią w aucie z niesprawnym układem hamulcowym a śmiercią kobiety na pasach. Uznałam, że skoro to mój samochód ma awarię, ja ginę.
Wiozłam też samochodem pięcioro zwierząt i prułam wprost na pięciu przechodniów łamiących prawo na czerwonym świetle. Dwoje z nich było lekarzami. Chyba z tego powodu poświęciłam zwierzęta.
W innym wypadku mogło zginąć dwóch białych kołnierzyków, male executives, albo dwie kobiety bez teczek i osoba w kryzysie bezdomności. Wybrałam śmierć specjalistów.
Ocaliłam kobiety na pasach zamiast mężczyzn w niesprawnym samochodzie.
Na czerwonym świetle przechodził atleta, pchał wózek z dzieckiem. W zbliżającym się do przejścia aucie siedziały cztery osoby (w tym jedna w kryzysie bezdomności), jedno dziecko i kot. Oszczędziłam tych w samochodzie.