Pokrzyk
Katarzyna Puzyńska — Kryminalne i sensacyjne

Tego było już za wiele. Policjant poderwał się z łóżka. Stare sprężyny skrzypnęły głośno. Podszedł do okna. Bose stopy marzły na drewnianej podłodze. Trzeba będzie w końcu pomyśleć o lepszym ogrzewaniu niż kaflowe piece.

Wyjrzał na dwór. Światło księżyca odbijało się od śniegu. Pełnia sprawiała, że było całkiem jasno. Niemal jak w dzień. Drzewa tańczyły na wietrze na skraju lasu. Wyglądały, jakby miały minąć budynek stajni i ruszyć do dworku.

– Klementyna, o czym ty kurwa mówisz? – zapytał, przyciskając znów telefon do ucha. Pieprzyć BSW.

– Wzięłam kamień i po prostu rozwaliłam jej czaszkę – odpowiedziała Kopp beznamiętnie. – Uwierz. Należało jej się jak nikomu innemu. Joanna.

Emerytowana komisarz zaśmiała się chrapliwie, jakby z jakiegoś powodu imię dziennikarki ją rozbawiło.

– O czym ty kurwa mówisz, Klementyna?! – prawie wrzasnął policjant.

Nie bardzo wiedział, co jeszcze mógłby dodać. To, co wyznała Kopp, zupełnie nie mieściło mu się w głowie. Mimo wszystkich swoich przewinień Klementyna naprawdę była ostatnią osobą, którą podejrzewałby o taki czyn. Brała na siebie winę za kogoś? Jak Kamiński? O co chodziło? I gdzie teraz była?