Potem pomyślał o Emilii. To była właśnie ta trzecia sprawa. Najbardziej chyba paląca. Kochał nie tę kobietę, którą powinien. Co gorsza, trochę czasu potrzebował, żeby sam się do tego przed sobą przyznać. Za dużo czasu. W końcu Strzałkowska postawiła sprawę jasno: to koniec. Mieli być tylko kolegami z pracy. To wszystko. Trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy. Spierdolił to. Przez własne pieprzone niezdecydowanie.
– Zróbmy to, jeśli chcesz – powiedział cicho.
Weronika marzyła o dziecku. Była jego żoną. Równie dobrze mógł to dla niej zrobić. Przynajmniej jedna osoba będzie zadowolona.
– Naprawdę?
– Tak – zapewnił policjant, chociaż wszystko w nim krzyczało.
Żona chciała coś powiedzieć, ale w tym momencie zadzwonił telefon Daniela. Nieznany numer. Odebrał szybko.
– Cześć. To ja.
Zastygł bez ruchu. Klementyna nawet nie musiała się przedstawiać. Jej głos był niemożliwy do pomylenia z żadnym innym. Poza tym zawsze wypluwała słowa jak z karabinu maszynowego. Póki człowiek się do tego nie przyzwyczaił, trudno było ją zrozumieć.
– Możesz wreszcie przestać się bawić w ciuciubabkę i powiedzieć, co się dzieje? – zapytał Podgórski.