Nie zamierzał tracić czasu na przywitania. Mogła w każdej chwili się rozłączyć. Wcale by się nie zdziwił. Nie miał ochoty na uniki. Chciał wiedzieć, co się dzieje i dlaczego się ukrywa.
– Spoko. Ale! Nie za bardzo mogę – odparła Klementyna.
Zabrzmiało to dość beztrosko. Podgórski słyszał jednak lekkie drżenie w jej głosie. A może to były zakłócenia na linii? Może znalazła się w miejscu o słabym zasięgu. Przecież Kopp rzadko ulegała jakimkolwiek emocjom. Ostatnio głównie w towarzystwie swojego maleńkiego wnuczka. Chłopiec zdołał skutecznie obalić barierę, którą się otaczała.
– Klementyna, nie mam teraz na to siły – rzucił policjant. – Kamiński jest na dołku. Byłem cały dzień na nogach. Mam dosyć. Możesz wracać. Nie jesteś już podejrzana w sprawie tej Kubiak.
To nie była prawda, ale liczył na to, że ludzie na komendzie szybko pójdą po rozum do głowy. Poza tym Kamiński wziął na siebie nie tylko trupy z Rodzanic, ale i śmierć dziennikarki.
Przez chwilę po drugiej stronie linii panowało milczenie.
– A powinnam być – oznajmiła w końcu Kopp.
Daniel miał wrażenie, że się przesłyszał.
– To znaczy? – zapytał powoli. – Co masz na myśli?
– Bo to ja zabiłam pismaczkę.