Projekt Prawda
Mariusz Szczygieł — Reportaże

Kupno obrazu jest dla mnie początkiem intymnego aktu. Artysta poświęca na wypełnianie kawałka materiału swój czas, swoje myśli, swoje uczucia. Nagle ten fragment własnego życia w postaci obrazu oddaje komuś obcemu. I tak dzięki temu mamy u siebie czyjeś życie. I ono jest tylko dla nas. Nie jest to możliwe przy kupnie książki, nie jest możliwe przy kupnie płyty. Powieść może przeczytać każdy, każdy może posłuchać symfonii, zwielokrotnionej w milionach egzemplarzy. A obraz – jeśli tak zdecyduję – jest wyłącznie mój. Mogę go oglądać sam. Gdybym tylko chciał pokochać coś, w czym nie kochają się wszyscy, współczesne malarstwo jest do tego idealne. Można zawłaszczyć zupełnie nowe, niereprodukowane obrazy. Dlatego też bycie właścicielem zamalowanego płótna jest dla niektórych wyjątkowo podniecające.

Każdy, kto odwiedzał mnie w Warszawie, trafiał na obraz Filipa Černego w gabinecie. Prawie każdy zauważał, że obraz pokoju jego dzieciństwa jest niemal odzwierciedleniem pokoju, w którym pracuję. Wyglądał jak jego dobry duch, w spokojnych, rozmytych popielach, szarościach i bielach.

Do czasu.

– Przecież w ten pokój wrastają kwiaty zła – stwierdziła znajoma, spoglądając na płótno nad kanapą.