– Tak, wchodź. – Halina odsunęła się od drzwi, robiąc mu miejsce.
Dopiero teraz się zorientowała, że na lewej dłoni wciąż ma założoną rękawicę kuchenną.
– To naprawdę on? – nie dowierzał.
– Tak.
– Matko, ale się porobiło – mruknął, wchodząc do mieszkania.
Wyminął ją i wszedł do kuchni, a ona stanęła za nim, czując się już dużo pewniej.
– Halina, kto przyszedł? – zapytał Rysiek, nie przerywając jedzenia zupy.
– Dzień dobry – rzucił Paweł, stając nad jej mężem. – Pan Ryszard Pawlicki?
– Bo co? – Gospodarz odłożył łyżkę do talerza i przetarł usta wierzchem dłoni.
– Podkomisarz Paweł Ambroziak – przedstawił się przyjaciel jego syna, wyjmując legitymację policyjną.
– Policja? – zdziwił się Rysiek. – Stało się coś?
– Panie Ryszardzie, proszę mi powiedzieć, gdzie był pan dziś rano.
– No na zakładzie – odparł mężczyzna, marszcząc brwi i spoglądając na żonę. – Znaczy w robocie.
– Od której godziny?
– No jak zawsze, od siódmej do fajrantu.
– Ktoś to może potwierdzić?
– Kartę mam odbitą – wyjaśnił Rysiek. – Ale została na zakładzie, w teczce.
– A wczoraj? – nie ustępował policjant. – Gdzie pan był?
– Panie władzo, o co się rozchodzi? – zapytał nerwowo mężczyzna. – Ja jestem uczciwy człowiek.