Śnieg przykryje
Michał Śmielak — Kryminały

Dla szwagra miał dowcip, który opowiadały chłopaki na zakładzie. Przychodzi baba do lekarza z mordą obitą na fioletowo i mówi, że mąż ją bije, jak jest wypity, a chleje codziennie. Konował od razu jej mówi, że sposób prosty ma, bo jak stary z roboty albo z knajpy wróci na rauszu, to niech ona płucze usta szałwią. Godzinę najmniej. Za miesiąc do kontroli. No i babsko przychodzi po miesiącu, jak pan doktor kazał, morda cała, ani pół siniaka. Lekarz zadowolony, a ona się pyta, że odkąd to szałwia tak działa? A konował na to: czasem wystarczy ryja zamknąć. He he, zaśmiał się do swoich myśli, bo to był naprawdę dobry kawał, taki życiowy, a te są najlepsze.

Przed klatką w bloku odśnieżone było wzorowo, ma cieć szczęście, bo i jemu by się dostało. Musiała się chyba administracja postarać przed świętami, bo rzucił okiem na skrzynkę pocztową i zobaczył nową, żółtą i lśniącą.

– Fiu, fiu – skomentował na głos. – A płakały sukinsyny, że nie ma funduszy na nic.

Otrzepał buty na wycieraczce i ruszył po schodach. Droga na drugie piętro zajęła mu chwilę, ale zdążył złapać zadyszkę. Pewnie przez ten mróz.