Śnieg przykryje
Michał Śmielak — Kryminały

Żona tymczasem sięgnęła do lodówki i wyjęła nieduży garnek, który postawiła na kuchence, po czym odpaliła gaz. Wyjęła z szafki talerz, z szuflady łyżkę, ale ta jej wypadła i uderzyła o podłogę z nieprzyjemnym brzdękiem. Rysiek skomentował to tylko westchnieniem i pokręcił głową z ubolewaniem. Podniosła prędko łyżkę, wytarła ją i postawiła przed nim nakrycie.

– Herbaty chcesz? – zapytała.

– Ta.

Napełniła czajnik pod kranem i przeniosła go na kuchenkę, przy okazji rozlewając nieco wody.

– Łajza – skomentował Rysiek i spojrzał w okno.

Halina z trudem odpaliła gaz pod czajnikiem, bo ręce jej drżały tak, że ledwo mogła nad nimi zapanować. Przetarła grzbietem mokrej dłoni czoło i nie odwracając się, ruszyła do łazienki. Bała się, że tam nie dotrze, że padnie po drodze, bo serce waliło jej z taką mocą, że szyby powinny drżeć w całym bloku. Zamknęła za sobą drzwi i usiadła na zamkniętej desce sedesowej. Wyciągnęła z kieszeni swetra telefon i wyszukała numer syna. Szło ciężko, bo łzy zalewały jej oczy, a palce wcale nie chciały się uspokoić. W końcu jednak, pociągając nosem, zdołała znaleźć numer Piotra i wcisnąć zieloną słuchawkę.

– Cześć, mamo, co tam? – powitał ją jak zawsze radośnie syn.