– Ojciec wrócił.
W telefonie zapadła cisza. Chłopak na pewno nie potraktuje tego jako żartu, pomyślała matka, bo to nie był temat do żartów.
– Mamo, uspokój się. Jak się zachowuje?
– Jak… – Halina zawiesiła na chwilę głos. – Jak zawsze. Przygrzewam mu obiad.
– Wyjdź z domu, natychmiast – polecił jej.
– Nie mogę.
– Zaraz kogoś przyślę.
– Piotruś…
– Jestem poza miastem. Za pięć minut będzie tam patrol.
– Ale…
– Wszystko będzie dobrze. Rozłączymy się, powiadomię, kogo trzeba, a potem do ciebie zadzwonię i masz się nie rozłączać, dopóki ktoś się nie zjawi.
– Dobrze, synku – powiedziała już spokojniej.
Ścisnęła mocniej telefon w dłoni, jakby w ten sposób mogła poczuć bliskość syna. Stało się tak, jak obiecał, zadzwonił dosłownie po minucie.
– Halina! – dobiegło ją z kuchni. – Sznurek zeżarłaś?
– Już wychodzę! – odkrzyknęła i natychmiast przyłożyła telefon do ucha.
– Mamo, nie wychodź.
– To się zacznie dobijać. Będzie się darł.
– Musisz wytrzymać dosłownie kilka minut, akurat Paweł jest na osiedlu, na obiedzie w domu.
– Dzięki Bogu.
– Nie rozłączaj się, muszę słyszeć, co się dzieje.
– Dobrze, synku. – Halina wrzuciła telefon do kieszeni swetra, wstała, spuściła wodę i wyszła.