We wspólnym rytmie
Jojo Moyes — Literatura

Aż w końcu Florence Jacobs z Clerkenwell, która nawet nie lubiła koni, lecz skorzystała z darmowego biletu na przedstawienie francuskiej akademii jazdy w Anglii, zniszczyła to wszystko – jego spokój umysłu, jego determinację, jego cierpliwość. Gdyby spotkał ją później, nabywszy perspektywy, która przychodzi tylko z wiekiem, mógłby sobie wytłumaczyć, że taka namiętność to nieodłączna cecha pierwszej miłości, że ta burza uczuć ucichnie, a może nawet zniknie. Ale Henri – samotnik niemający wielu przyjaciół, którzy mogliby posłużyć mu taką mądrą radą – wiedział tylko, że od chwili, gdy zobaczył ciemnowłosą dziewczynę, która oglądała przedstawienie z szeroko otwartymi oczami przez trzy wieczory z rzędu, nie może przestać o niej myśleć. Przedstawił się jej, choć sam nie wiedział, dlaczego w ogóle odszukał ją po widowisku, a potem każda minuta bez niej wpędzała go w rozdrażnienie lub gorzej: była jak spadanie w nieskończoną, bezsensowną otchłań. Jakie znaczenie mogła więc mieć cała reszta?