Jego determinacja wyparowała w ciągu jednej nocy. Po powrocie do Francji zaczął kwestionować doktrynę, irytowały go detale, które uważał za nieistotne. Zarzucił Devaux, jednemu ze starszych maître écuyer, że ten utknął w przeszłości. Dopiero gdy zignorował trzecią sesję treningową z rzędu, a jego stajenny ostrzegł go, że grozi mu wydalenie, uświadomił sobie, że musi się wziąć w garść. Studiował Ksenofonta, stopniowo przyswajając jego metodę. Trzymał się z dala od kłopotów. Coraz częstsze listy od Florence, która obiecywała, że odwiedzi go latem, podnosiły go na duchu. Po kilku miesiącach, chyba w nagrodę, przyznano mu kluczową rolę w Le Carrousel: zastąpił Picarta w la croupade – jednym z najtrudniejszych manewrów, jakie może wykonać jeździec – co jeszcze pogłębiło urazę już odczuwaną przez uprzywilejowanego młodego mężczyznę.
Grand Dieu dosiadł swojego konia, potężnego portugalskiego ogiera, po czym wykonał na nim dwa eleganckie kroki w stronę Henriego.
– Nie zawiedź mnie, Lachapelle. Potraktujmy ten wieczór jako nowy początek.