We wspólnym rytmie
Jojo Moyes — Literatura

Henri pokiwał głową, nie znajdując słów przez nagły atak zdenerwowania. Dosiadł konia, chwycił wodze i poprawił czarny kapelusz na ostrzyżonych na krótko włosach. Słyszał pomruki tłumu, po których zapadła pełna wyczekiwania cisza, gdy orkiestra zagrała kilka próbnych nut – ten rodzaj głębokiej ciszy, która może towarzyszyć tylko tysiącowi oczekujących na coś w napięciu osób. Jak przez mgłę docierały do niego życzenia powodzenia, które składali sobie jego towarzysze, aż w końcu poprowadził Gerontiusa na miejsce w środku ustawionych w wojskowym, równym szyku, błyszczących, ozdobionych wstążkami koni. Jego rumak niecierpliwił się w oczekiwaniu na pierwszy rozkaz, gdy ciężka czerwona kurtyna podniosła się, zapraszając ich na zalaną światłem arenę.