We wspólnym rytmie
Jojo Moyes — Literatura

Widział płomienie pochodni migoczące na ścianach i wiekowych filarach, słyszał rytmiczne uderzenia końskich kopyt, które współgrały ze sobą wokół niego. Cwałował w formacji wokół maneża zatracony w chwili, świadomy tylko konia, który tak pięknie się pod nim poruszał, i stukotu jego kopyt, który budził w nim radość. Stary rumak się popisywał.

– Siedź prosto, Lachapelle. Dosiadasz konia jak wieśniak.

Zamrugał, zerkając na Picarta, który jechał obok niego ramię w ramię.

– Co się tak wiercisz? Twoja dziwka cię czymś zaraziła? – syknął pod nosem Picart.

Henri już miał coś powiedzieć, lecz powstrzymał się, gdy Grand Dieu zawołał:

– Levade!

Na tę komendę jeźdźcy ustawili swoje konie na tylnych nogach, wywołując burzę oklasków.

Gdy konie znów uderzyły przednimi kopytami o ziemię, Picart się odwrócił, ale jego głos wciąż był wyraźnie słyszalny.

– Ona też pieprzy się jak wieśniaczka?