Widział płomienie pochodni migoczące na ścianach i wiekowych filarach, słyszał rytmiczne uderzenia końskich kopyt, które współgrały ze sobą wokół niego. Cwałował w formacji wokół maneża zatracony w chwili, świadomy tylko konia, który tak pięknie się pod nim poruszał, i stukotu jego kopyt, który budził w nim radość. Stary rumak się popisywał.
– Siedź prosto, Lachapelle. Dosiadasz konia jak wieśniak.
Zamrugał, zerkając na Picarta, który jechał obok niego ramię w ramię.
– Co się tak wiercisz? Twoja dziwka cię czymś zaraziła? – syknął pod nosem Picart.
Henri już miał coś powiedzieć, lecz powstrzymał się, gdy Grand Dieu zawołał:
– Levade!
Na tę komendę jeźdźcy ustawili swoje konie na tylnych nogach, wywołując burzę oklasków.
Gdy konie znów uderzyły przednimi kopytami o ziemię, Picart się odwrócił, ale jego głos wciąż był wyraźnie słyszalny.
– Ona też pieprzy się jak wieśniaczka?