We wspólnym rytmie
Jojo Moyes — Literatura

Henri przygryzł wargę od wewnątrz, zmuszając się do zachowania spokoju. Nie mógł pozwolić, by jego gniew spłynął przez lejce na obdarzonego słodką naturą konia. Słyszał, jak prezenter objaśnia szczegóły techniczne ruchów jeźdźców, i próbował zebrać myśli, by słowa mogły przez niego przeniknąć. Pod nosem powtórzył radę Ksenofonta: „Gniew osłabia skuteczną komunikację z koniem”. Nie zamierzał pozwolić, by Picart popsuł mu ten wieczór.

– Mesdames et messieurs8, a teraz pośrodku areny zobaczycie, jak monsieur de Cordon wykonuje lewadę. Zwróćcie uwagę, jak koń balansuje na tylnych nogach dokładnie pod kątem czterdziestu pięciu stopni.

Henri niemal nie zauważył czarnego konia stającego dęba gdzieś za nim ani nagłej burzy oklasków. Zmusił się do tego, by się skupić i przykuć uwagę Gerontiusa. Wciąż jednak myślał o minie Florence, gdy Picart wykrzyczał swoje obsceniczne uwagi tuż obok niej, i o niepokoju, który przemknął po jej twarzy. A jeśli znała francuski lepiej, niż deklarowała?