We wspólnym rytmie
Jojo Moyes — Literatura

Kątem oka zauważył, że Duchamp i Varjus, dwaj mężczyźni z przodu, uśmiechają się przelotnie. Obaj byli doświadczonymi jeźdźcami i od razu wyczuli zmianę nastroju zwierzęcia.

– Dosiądź go głębiej, co? – doradził Varjus z uśmiechem, podsadzając go. – Un, deux, trois…14 Hop.

Koń emanował napięciem. To dobrze, powiedział sobie Henri, prostując się w siodle. Adrenalina doda mu wysokości. Będzie to lepiej wyglądało w oczach tłumu i w oczach Grand Dieu. Zmusił się, by głęboko oddychać. Dopiero gdy zaplótł dłonie na krzyżu w tradycyjnej pasywnej postawie, która zawsze kojarzyła mu się nieprzyjemnie z pojmanym zbiegiem, opuścił wzrok i uświadomił sobie, kogo ustawiono przy zadzie Phantasme.

– Może się przekonamy, jakim jeźdźcem naprawdę jesteś, Lachapelle? – powiedział Picart.

Henri nie miał czasu na odpowiedź. Wyciągnął nogi jak najdalej i zacisnął dłonie w rękawiczkach za plecami. Usłyszał, jak prezenter dodaje coś jeszcze, i poczuł aurę wyczekiwania na arenie.

– Attends15.

Varjus obejrzał się za siebie. Terre à terre już pod nim narastał.

– Un, deux, derrière!16