Poczuł, jak w koniu wzmaga się chęć wykonania manewru, usłyszał nagły trzask bicza, którym Picart uderzył rumaka w zad. Phantasme wierzgnął, stanął dęba na przednich nogach, a Henri poleciał do przodu smagnięty batem, z trudem utrzymując dłonie za plecami. Koń odzyskał równowagę, a wokół rozległy się oklaski.
– Nieźle, Lachapelle – usłyszał pomruk Varjusa stojącego przy piersi Phantasme.
I nagle, zanim zdołał się przygotować, znów usłyszał Derrière! Tylne nogi Phantasme wyrzuciły go w górę i do przodu, i tym razem musiał rozłożyć ręce na boki, by utrzymać równowagę.
– Nie tak szybko, Picart. Wysadzisz go z siodła.
Zdezorientowany Henri usłyszał poirytowany głos Varjusa i ledwie wstrzymywany kwik bólu konia, gdy jego grzbiet napiął się pod nim.
– Dwie sekundy. Dajcie mi dwie sekundy – mruknął, próbując się wyprostować. Zanim mu się to jednak udało, bicz znów trzasnął. Tym razem głośniej i z góry, sprawiając, że koń wierzgnął wyjątkowo mocno. Henri poczuł, że znów leci do przodu, a odległość pomiędzy nim a siodłem zaczęła gwałtownie, niepokojąco rosnąć.