Phantasme rzucił się w bok wściekły, a stojący z przodu jeźdźcy z trudem go utrzymali. Varjus syknął coś, czego Henri nie usłyszał. Byli już blisko czerwonej kurtyny. Zauważył Florence w żółtej sukience, widział jej konfuzję i niepokój. A potem rozległo się:
– Enfin! Derrière!17
Zanim zdołał się poprawić, bicz znów trzasnął za nim. Znów poleciał do przodu, wyginając plecy, a Phantasme, rozwścieczony nierozsądnym użyciem pejcza, zaczął się ciskać do przodu i na boki, aż Henri w końcu stracił równowagę. Przesunął się na pleciony grzebień szyi, przewrócił do góry nogami, sięgnął grzywy, lecz koń znów stanął dęba, a wtedy Henri – z głośnym stęknięciem – uderzył o ziemię.
Leżał tam, niemal nie zauważając poruszenia na arenie: przeklinającego Varjusa, protestującego Picarta, śmiejącego się prezentera. Gdy uniósł głowę z piasku, usłyszał słowa:
– I proszę bardzo. Bardzo trudny manewr do usiedzenia. W przyszłym roku będzie lepiej, prawda, monsieur Lachapelle? Widzicie, mesdames et messieurs, czasami trzeba ćwiczyć wiele, wiele lat, by osiągnąć bardzo wysokie standardy maître écuyer.