We wspólnym rytmie
Jojo Moyes — Literatura

Usłyszał un, deux, trois i nagle znów znalazł się przy nim Varjus, sykiem nakazując mu, by na powrót dosiadł konia. Spojrzał na siebie i zauważył, że jego nieskazitelny czarny mundur jest cały pokryty piaskiem. Dosiadł konia i razem obeszli arenę przy wtórze współczujących oklasków. Najboleśniejszy dźwięk, jaki kiedykolwiek słyszał. Był otępiały z szoku. Widział, że Varjus i Picart kłócą się szeptem, ale prawie ich nie słyszał przez szum krwi w uszach.

– Co to było? – Varjus kręcił głową. – Nikt jeszcze nigdy nie upadł podczas la croupade. Przez ciebie wyszliśmy na głupców.

Dopiero po chwili Henri uświadomił sobie, że Varjus mówi do Picarta.

– Nie moja wina, że jedyne, co Lachapelle potrafi ujeżdżać, to jego angielska dziwka.

Henri zsunął się z końskiego grzbietu i podszedł do Picarta. Dzwoniło mu w uszach. Nie był nawet świadom, że zadał pierwszy cios, usłyszał tylko głośny chrzęst swoich knykci na zębach mężczyzny i niemal natychmiast odczuł satysfakcję płynącą z tego dźwięku i fizycznej świadomości, że coś zostało złamane, zanim jeszcze ból uświadomił mu, że mogła to być jego ręka.