We wspólnym rytmie
Jojo Moyes — Literatura

– O tak. Edith, jej matka i ja siedzimy w pierwszym rzędzie. Nie mogą się doczekać, by cię zobaczyć na koniu. Powiedziałam im o tobie wszystko. Zatrzymaliśmy się w Château de Verrières. – Ściszyła głos do szeptu, choć nikogo nie było w pobliżu. – Jest bardzo wystawny. Wilkinsonowie mają mnóstwo pieniędzy. O wiele więcej niż my. Bardzo miło postąpili, zapraszając mnie.

Patrzył na nią, gdy mówiła. Rozpraszał go łuk Kupidyna na jej górnej wardze. Była tutaj. Jego dłonie w białych rękawiczkach otaczały jej twarz.

– Florence… – szepnął, znów ją całując. Jej skóra pachniała słońcem, choć zapadł już zmierzch. Było to upajające, jakby stworzono ją do tego, by emanowała ciepłem. – Każdego dnia tęsknię za tobą. Dawniej była tylko Le Cadre Noir. Teraz… nic nie jest dobre bez ciebie.

– Henri… – Pogłaskała go po policzku, wtulając się w niego.

Niemal zakręciło mu się w głowie.

– Lachapelle!

Odwrócił się gwałtownie. Didier Picart stał przy swoim koniu, stajenny przygotowywał siodło. Picart wkładał rękawiczki.

– Może jeśli zaczniesz poświęcać jeździe tyle uwagi, ile swojej angielskiej dziwce, w końcu do czegoś dojdziemy, co?