– Mógłbyś zostać ostatnim mężczyzną na ziemi, a ona wciąż byłaby dla ciebie za dobra, Picart.
– Nie słyszałeś, wieśniaku, że każda dziwka się zgodzi za odpowiednią cenę? – Picart uśmiechnął się znacząco, wsunął nieskazitelnie wypolerowany but w strzemię i wskoczył na konia.
Henri ruszył w jego stronę, lecz Florence go powstrzymała.
– Kochany… Chyba lepiej będzie, jak wrócę na miejsce – powiedziała, odsuwając się. – Musisz się przygotować. – Zawahała się, po czym stanęła na palcach i pocałowała go raz jeszcze, szczupłą bladą dłonią obejmując jego kark.
Wiedział, co próbuje zrobić: pragnęła odwrócić jego uwagę od trucizny Picarta. Udało jej się – mógł czuć tylko radość, gdy jej wargi spoczywały na jego wargach. Uśmiechnęła się.
– Bonne chance, écuyer3.
– Écuyer! – powtórzył, natychmiast zapominając o Picarcie. Wzruszyło go, że pod jego nieobecność nauczyła się właściwego terminu oznaczającego jeźdźca.
– Uczę się!
Posłała mu pocałunek z figlarnym błyskiem i obietnicą w oku, po czym zniknęła. Jego Angielka biegła przez długie stajnie, a jej obcasy stukotały na bruku.