Zapaliłem światło w łazience i wszedłem do środka. Od kilku dni temperatura sięgała mniej więcej dziesięciu stopni poniżej zera. Kilka godzin wcześniej brałem prysznic, więc leżące tam klapki kąpielowe wciąż były mokre i zimne. Czułem samotność tej zimowej pory, która wyzierała z ciemnego otworu wentylacyjnego wydrążonego nad wanną i przenikała przez podłogę, przez ściany pokryte białymi płytkami.
Kiedy wróciłem do sypialni, moja żona leżała w milczeniu, zwinięta w kłębek. Przez chwilę wydawało mi się, że jestem tam zupełnie sam. Oczywiście było to tylko złudzenie. Gdy wytężyłem słuch, dobiegł mnie jej niewyraźny oddech. Nie przypominał oddechu śpiącego człowieka. Gdybym wtedy wyciągnął dłoń, mógłbym dotknąć jej ciepłego ciała. Nie potrafiłem jednak tego zrobić. Nie miałem nawet ochoty się do niej odezwać.
*
Leżąc opatulony kołdrą, na chwilę straciłem poczucie rzeczywistości. Bezmyślnie wpatrywałem się w zimowe promyki słońca przenikające przez białe zasłony i wpadające do pokoju. Nagle lekko uniosłem głowę i spojrzałem na wiszący na ścianie zegar. Zerwałem się z łóżka i wybiegłem z sypialni, głośno trzaskając drzwiami. Moja żona siedziała obok lodówki.