Po ślubie przestała nosić stanik w domu. Wkładała go czasem z konieczności, na przykład kiedy w lecie na chwilę gdzieś wychodziła – inaczej przez koszulkę widać było jej sutki – ale szybko rozpinała haczyk. Gdy miała na sobie cienkie jasne koszulki albo ubrania, które nieco opinały jej ciało, z łatwością można było zauważyć, że biustonosz jest rozpięty. Ale ona zupełnie się tym nie przejmowała. Kiedy zwracałem jej na to uwagę, wolała zastąpić stanik kamizelką. Zakładała ją na koszulkę nawet w największy skwar. Tłumaczyła, że biustonosze uciskają jej piersi i jest to nie do wytrzymania. Jako mężczyzna nie mogłem sobie tego wyobrazić. Jej nadwrażliwość wydawała mi się jednak podejrzana, szczególnie jeśli się weźmie pod uwagę, że inne kobiety nie żywiły takiej awersji do noszenia stanika.