Drżąc z zimna, spojrzałem w jej stronę. Zupełnie uszła ze mnie senność i odurzenie alkoholowe. Moja żona stała bez ruchu ze wzrokiem wbitym w lodówkę. Nie mogłem dostrzec wyrazu jej twarzy, bo profil miała zanurzony w mroku, ale coś mnie zaniepokoiło. Jej naturalnie czarne, gęste włosy były potargane. Miała na sobie sięgającą do stóp koszulę nocną, której dolna krawędź jak zwykle nieznacznie się podwinęła.
W kuchni panował chłód. Żona źle znosiła niskie temperatury i normalnie w takiej sytuacji szybko narzuciłaby na siebie rozpinany sweter i włożyła futrzane kapcie. Jednak wtedy, gdy ją zobaczyłem, już od jakiegoś czasu stała tam prosto jak trzcina: boso, w cienkiej letniej koszuli nocnej. I najwyraźniej nie słyszała, co do niej mówię. Zachowywała się tak, jak gdyby w miejscu lodówki tkwił niewidzialny dla mnie człowiek. Albo duch.
Co jej się stało? Czy właśnie tak zachowują się lunatycy?
Zbliżyłem się do niej. Stała nieruchomo jak kamienny posąg.
– Co się z tobą dzieje?!