Joanna się nie odzywała, starając się wyobrazić sobie taki scenariusz, w którym ta wersja mogłaby się obronić. Na żaden nie wpadła. Nawet jeśli wieczorem przed zamknięciem Łazienek plac był pusty, to z pewnością mijali go spacerowicze, biegacze i straż muzealna.
– Bardziej prawdopodobne jest, że zabiła to dziecko i schowała tam jakoś wózek, kiedy było już pusto – kontynuował Oryński, nieświadomie idąc tym samym tokiem rozumowania co Chyłka. – A w takim wypadku mamy drugą matkę Madzi z Sosnowca.
– Niezupełnie.
Kordian się skrzywił, ewidentnie chcąc zgłosić zdanie odrębne.
– Waśniewska na początku wydawała się niewinna – dodała Joanna. – Wszyscy przyjmowali jej wersję, że doszło do porwania. Pamiętasz te wywiady w mediach i inne sprawy?
Oryński niepewnie skinął głową.
– W tym wypadku od samego startu dziewczyna będzie pod ostrzałem – zauważyła Chyłka. – Media pożrą ją na surowo, ludzie będą chcieli zlinczować i nawet papież nie będzie mówił, że wszyscy jesteśmy winni.
– No to świetnie. Wprost idealnie.
– Jeśli rozumiesz przez to, że narobi się piękna chryja, z której ochoczo skorzystamy, to tak.
– Rozumiem przez to, że…
– Zordon.
– Tak?
– To było retoryczne zdanie.
– Ale…