– Ale gadasz naprawdę sporo jak na kogoś, kto nie ma absolutnie nic do powiedzenia.
– Posłuchaj…
– Ty mnie posłuchaj – ucięła. – Albo zaraz się zamkniesz jak lasy państwowe na początku pandemii, albo ja to zrobię za ciebie. Decyzja podjęta.
Oryński otworzył usta, ale nie zdążył zaoponować, gdyż rozległo się pukanie do drzwi. Zerknął z niedowierzaniem na zegarek, jakby musiał się upewnić, że naprawdę jest przed południem.
– Spokojnie – rzuciła Joanna. – Wydałam jednorazowe, ograniczone czasowo pozwolenie na zawracanie mi dupy.
Mimo że faktycznie tak było, drzwi otworzyły się wolno, a chłopak, który zajrzał do środka, zrobił to tak ostrożnie, jakby kroczył po polu usłanym niewybuchami.
– Właź – poleciła Chyłka. – Tylko się nie rozgaszczaj.
Młody stażysta lub praktykant przekroczył próg i zatrzymał się w bezpiecznej odległości, zostawiając drzwi otwarte, pewnie na wszelki wypadek.
– Raportuj.
– No więc Ani i Bartkowi udało się…
– Komu?
– Ani i Bartkowi.
Chyłka przewróciła oczami i głośno westchnęła.
– Gdybym chciała gadać z kimś, kto jest gęsty jak czarna dziura i równie światły, skorzystałabym z obecności męża – oznajmiła. – Ty miałeś po prostu dać znać, jak sprawa będzie załatwiona.