Chyłka dopiero teraz zorientowała się, że ktoś obok niej stoi. Ledwo ta świadomość do niej dotarła, poczuła znajome perfumy i coś, co potrafią rozszyfrować jedynie osoby połączone nierozerwalną nicią prawdziwego uczucia. Aurę? Bliskość? Trudno było sprecyzować, ale w gruncie rzeczy sprowadzało się to do duchowego odpowiednika ciepłego koca, którym człowiek owija się w chłodny zimowy wieczór.
– Co robisz? – dodał Kordian.
– Modlę się o to, żeby dziecko odziedziczyło po mnie rozum.
– Hm?
– Właściwie wygląd też.
– Czekaj…
– I na dobrą sprawę wszystko inne.
Oryński patrzył na nią z rękoma skrzyżowanymi na piersi, Joanna posłała mu jednak tylko krótkie spojrzenie, po czym wróciła do obserwowania przepychanki na klatce schodowej jakiegoś bloku.
– To co ma mieć po ojcu? – spytał Zordon.
– Najlepiej nic.
– Świetnie.
– A jeśli już koniecznie coś chcesz mu przekazać w genach, to niech to będzie uległość wobec mnie. Zaoszczędzimy sobie nieco problemów wychowawczych.
Kordian odchrząknął cicho i powiódł wzrokiem po otwartej przestrzeni biurowej.
– Może dokończmy ten temat, kiedy…