– Kiedy wreszcie zrobisz mi tego bachora? – ucięła Chyłka pod nosem, nie odrywając spojrzenia od telewizora. – Kwestia czasu. Przy naszej częstotliwości spółkowania, raczej krótkiego.
– Miałem…
– Możemy zresztą przystąpić do dzieła – dodała Joanna, podciągając lewy rękaw żakietu. – Akurat mam czterdzieści sekund wolnego.
– Miałem na myśli raczej inne okoliczności.
– A co ci tu nie pasuje? – odburknęła Chyłka.
– Ludzie.
– Nikt nas nie słucha – odparła Joanna i machnęła ręką. – Wszyscy zapierdalają tutaj jak zespół PR-owy polityków, którzy przejebali siedemdziesiąt milionów złotych na nieodbyte wybory, a teraz trzeba to jakoś…
Urwała, obracając się przez ramię. Wyglądało na to, że robota w brojlerni się zatrzymała i nastała dziwna, na wskroś niepokojąca cisza. Wydawała się całkowitą aberracją, która nie miała prawa wystąpić.
Chyłka uzmysłowiła sobie, że praktykanci nie interesują się jej wymianą zdań z Zordonem, ale tym, co widniało na ekranie telewizora. Dziennikarka opuściła blok i znalazłszy się wraz z operatorem na zewnątrz, kontynuowała relację, tym samym pokazując całemu światu, gdzie znajduje się mieszkanie dziewczyny.