– To nie jest dobra sprawa.
Joanna w końcu się do niego obróciła, uznając, że dowiedziała się już z telewizji wszystkiego, co ta miała do zaoferowania.
– Żartujesz? – odparła. – Każdy prawnik w Warszawie się na to rzuci. Ale tylko jeden skutecznie.
– Daj spokój. Do niczego nam to…
– Przeciwnie, mój małżeński parobku – ucięła, a potem obróciła się i ruszyła na korytarz. – Potrzebujemy czegoś takiego.
Kordian skierował się za nią do jej biura, odprowadzany wzrokiem przez większość tłoczących się w norzeoborze stażystów, praktykantów i aplikantów. Musieli zastanawiać się nad tym samym co on.
– Naprawdę chcesz bronić dzieciobójczyni? – jęknął.
Wiedziała, dlaczego pyta. Ale już nieraz udowodniła, że potrafi grubą kreską oddzielić sprawy zawodowe od prywatnych.
– Chcę czy nie, mówię ci, że potrzeba nam czegoś takiego.
– Po co?
– Żebyś się głupio pytał.
– A oprócz tego?
Otworzyła drzwi do gabinetu, ale zanim weszła do środka, posłała mu krótkie spojrzenie.
– A ile chcesz tu funkcjonować pod panowaniem tego obsranego dyktatora, dla niepoznaki zwanego Mariuszem Klejnem?
Kordian ponaglił ją wzrokiem, a potem wszedł za nią do środka i zamknął drzwi.