Za granicą
Wojciech Chmielarz — Literatura

Oj­ciec, kuś­ty­ka­jąc, pod­szedł do ko­lej­nego pa­nelu. Na­ci­snął duży zie­lony przy­cisk i dźwig po­woli uniósł sieć, która te­raz two­rzyła coś po­dob­nego do wiel­kiej sa­kiewki. W jej środku wiły się wielką srebrną masą ryby, kre­wetki, kraby. Po­mię­dzy dwiema do­ra­dami Ma­teo do­strzegł macki ośmior­nicy, ude­rza­jące to w jedną, to w drugą stronę, gdy zwie­rzę de­spe­racko szu­kało drogi ucieczki. Zo­ran kon­tro­lo­wał ruch dźwigu, kiedy ich ry­backi uro­bek prze­su­wał się z wody na po­kład, aż w końcu ude­rzył weń z mięk­kim, nie­przy­jem­nym pla­śnię­ciem. Ryby, przy­naj­mniej te, które jesz­cze żyły, za­częły ener­gicz­niej się po­ru­szać, jakby pod­jęły wła­śnie ostat­nią próbę walki o ży­cie.

– Bie­rzemy się – mruk­nął Zo­ran.

Ma­teo po­pra­wił rę­ka­wice.

– Pa­mię­taj, z nóg, a nie z ple­ców – za­żar­to­wał.

Zo­ran uśmiech­nął się krzywo.

– Na trzy?

– Na trzy – po­twier­dził młod­szy z braci.

Star­szy na­chy­lił się nad sie­cią i roz­wią­zał ją u spodu.

– Trzy.