Za granicą
Wojciech Chmielarz — Literatura

Od domu ro­dzin­nego do brzegu mo­rza Ma­teo miał około dwu­stu me­trów. Co waż­niej­sze, jego oj­ciec był ry­ba­kiem, jego star­szy brat był ry­ba­kiem i naj­wy­raź­niej on sam, przy­naj­mniej w tym mo­men­cie, też był ry­ba­kiem, po­nie­waż znaj­do­wał się na ku­trze i wsłu­chany w mo­no­tonny dźwięk sil­nika cze­kał, aż wy­cią­garka wcią­gnie sieć na po­kład.

Na ku­trze prze­szka­dzało mu wszystko, po­czy­na­jąc od ko­ły­sa­nia. Nie miał na szczę­ście pro­blemu z cho­robą mor­ską. Gdyby cier­piał na tę przy­pa­dłość, oj­ciec pew­nie by się go wy­rzekł, ale Ma­teo i tak nie czuł się kom­for­towo. W końcu czło­wiek jest zwie­rzę­ciem lą­do­wym, tłu­ma­czył so­bie, a jego na­tu­ralne śro­do­wi­sko to twarda zie­mia pod sto­pami. Tu­taj każda fala po­ru­sza­jąca ku­trem przy­po­mi­nała Ma­teo o cze­ka­ją­cej pod nim mor­skiej ot­chłani. I ja­sne, za­toka Kvar­ner to nie ża­den Rów Ma­riań­ski, ale co za róż­nica, czy uto­niesz w miej­scu, które ma kil­ka­dzie­siąt czy kilka ty­sięcy me­trów głę­bo­ko­ści?