Za granicą
Wojciech Chmielarz — Literatura

Praca była ciężka, nie­przy­jemna. Wy­ma­gała du­żego wy­siłku i wsta­wa­nia o po­rze, kiedy inni fa­ceci w jego wieku kła­dli się spać po do­brej im­pre­zie. A po­tem kilka, kil­ka­na­ście go­dzin na ma­łym ku­trze, gdzie mu­sieli bar­dzo uwa­żać, żeby na sie­bie nie wpaść. Wresz­cie za­pach. Ma­teo ro­zu­miał, że są lu­dzie, któ­rym mor­ska bryza wy­daje się naj­cu­dow­niej­szą wo­nią pod słoń­cem, ale dla niego praca na ku­trze ko­ja­rzyła się ra­czej z za­pa­chem sma­rów, smro­dem ben­zyny i wresz­cie z ry­bami. Po po­wro­cie z mo­rza za­wsze spę­dzał w ła­zience co naj­mniej go­dzinę, ale na­wet jak się wy­szo­ro­wał, miał wra­że­nie, że cią­gle nimi cuch­nął.

Przy­czyna nie­chęci Ma­teo do pracy na mo­rzu mo­gła być też inna, bar­dziej pro­za­iczna. Jego oj­ciec był po­staw­nym męż­czy­zną, ma­ło­mów­nym, su­ro­wym i nie­przy­jem­nym w oby­ciu. Wiele wy­ma­gał od sie­bie, a jesz­cze wię­cej od Ma­teo i Zo­rana. Kiedy byli w trójkę na ku­trze, od­zy­wał się tylko po to, żeby na nich na­krzy­czeć.

Nie obi­jaj się! Nie za to ci płacę! – wrzesz­czał, cho­ciaż pła­cił rzadko i je­śli w ogóle, to nie­przy­zwo­icie mało.