Za granicą
Wojciech Chmielarz — Literatura

A może, my­ślał, pró­bu­jąc zi­gno­ro­wać iry­tu­jące ko­ły­sa­nie ku­tra, sprawa była jesz­cze prost­sza. Nie lu­bił mo­rza, bo go nie lu­bił, i już. Lu­dzie są różni, pa­sują im inne rze­czy. Jak z ob­cią­ga­niem, uznał. Miał kie­dyś dziew­czynę, która lą­do­wała z głową po­mię­dzy jego no­gami, le­dwo roz­piął roz­po­rek. Li­zała go, pie­ściła, do­słow­nie wpy­chała go so­bie głę­boko do gar­dła, ję­cząc przy tym, jakby jego ku­tas był naj­lep­szą i naj­słod­szą rze­czą pod słoń­cem. Je­dyny pro­blem po­le­gał na tym, że po wszyst­kim chciała Ma­teo ko­niecz­nie po­ca­ło­wać, a jego to brzy­dziło, dla­tego osta­tecz­nie się roz­stali. Cho­ciaż by­wały noce, kiedy do niej tę­sk­nił. Były więc ko­biety, które uwiel­biały ob­cią­gać, i ta­kie, które ile­kroć o tym wspo­mi­nał, prze­wra­cały oczami, a je­śli już się zga­dzały, ro­biły swoje z wy­ra­zem obrzy­dze­nia na twa­rzy. Po wszyst­kim bie­gły do ła­zienki, pluły jak sza­lone do ki­bla czy umy­walki i myły go­rącz­kowo zęby, jakby ro­bie­nie la­ski było główną przy­czyną próch­nicy wśród ko­biet w wieku od dwu­dzie­stego do pięć­dzie­sią­tego roku ży­cia. Gor­szą na­wet od cu­kru.