Za granicą
Wojciech Chmielarz — Literatura

Może więc taka też była jego re­la­cja z Ad­ria­ty­kiem, po­my­ślał Ma­teo – po pro­stu się nie lu­bili, i tyle.

Je­dyne, co mu się po­do­bało, cho­ciaż nie­chęt­nie się do tego przy­zna­wał, to wi­doki. Po swo­jej pra­wej stro­nie miał wy­spę Cres, nad ra­nem jesz­cze ciemną, szarą i spo­kojną. Po le­wej po­szar­pane za­to­kami wy­brzeże Istrii, z wy­sta­ją­cymi z wody jak zęby bia­łymi ska­łami i pla­mami win­nic na wzgó­rzach. Przed sobą świa­tła bu­dzą­cej się wła­śnie do ży­cia Ri­jeki, a za ple­cami – i cie­szył się, że nie musi pa­trzeć w tamtą stronę – wyj­ście na otwarte mo­rze.

– Chcesz ka­napkę? – za­py­tał Zo­ran i po­trzą­snął za­pa­ko­waną w pa­pier kromką chleba.

– Nie – od­po­wie­dział Ma­teo. Rzadko jadł na ku­trze. Tylko wtedy, kiedy już na­prawdę go skrę­cało z głodu. Ogra­ni­czał się za­zwy­czaj do wy­pi­cia kubka słod­kiej her­baty.

– To mogę zjeść twoją?

– Na zdro­wie, bra­cie. Tylko się po­śpiesz, bo wy­cią­garka już pra­cuje.