Za granicą
Wojciech Chmielarz — Literatura

Zo­ran po­dzię­ko­wał mu ru­chem głowy. Ścią­gnął pa­pier z ka­napki, wy­rzu­cił go za burtę, cho­ciaż oj­ciec ta­kiego za­cho­wa­nia nie zno­sił (Mo­rze nas żywi! – krzy­czał, ile­kroć ich na czymś ta­kim przy­ła­pał. – Mo­rze trzeba sza­no­wać!), i za­brał się do je­dze­nia. Zo­ran wdał się w tatę. Rów­nie wielki, ku­dłaty i ma­ło­mówny. Za­wo­dowo też zwią­zał się z mo­rzem, cho­ciaż ło­wił na ku­trze tylko poza se­zo­nem. Późną wio­sną, la­tem i na­wet wcze­sną je­sie­nią wo­lał zaj­mo­wać się tu­ry­stami. Pły­wał z nimi wzdłuż wy­brzeża Istrii, po­ka­zy­wał ja­ski­nie, urzą­dzał wy­prawy na Wy­spy Brioń­skie. Pra­co­wał w wy­po­ży­czalni sku­te­rów wod­nych i ma­rzył, żeby na­zbie­rać dość pie­nię­dzy i otwo­rzyć kie­dyś swoją. Ma­teo z ko­lei ucie­kał od ku­tra, kiedy tylko mógł. Prze­pro­wa­dził się na stu­dia do Za­grze­bia, cho­ciaż wszy­scy na­ma­wiali go na Ri­jekę lub Pulę, bo prze­cież miałby wtedy bli­sko do domu. Tłu­ma­czył, że sto­lica, że więk­sze moż­li­wo­ści, że naj­lep­sze stu­dia w kraju, i ja­koś prze­ko­nał ro­dzi­ców. Ze stu­diów jed­nak szybko zre­zy­gno­wał, bo oka­zało się, że geo­gra­fia to nie to.