Skończył sikać i wrócił do kobiety. Chwycił ją pod pachy, przeciągnął z drogi do lasu, rzucił ciało gdzieś pod na wpół uschniętym świerkiem i wsiadł do samochodu. Uruchomił silnik i ruszył.
Przejechał zaledwie kilkanaście metrów, zanim się zatrzymał.
Nie mógł jej przecież tutaj zostawić. Ktoś ją w końcu znajdzie. Za blisko drogi, natychmiast skojarzą, że tylko on teraz tędy jeździ. To będzie aż za proste.
Wrzucił wsteczny i cofnął. Otworzył bagażnik. Poszedł do lasu, odnalazł świerk, zabrał ciało kobiety i wrzucił je do samochodu.
Resztę ledwo pamiętał.