Zbędni
Wojciech Chmielarz — Kryminalne i sensacyjne

Na pewno był na kem­pingu. Po­trze­bo­wał na­rzę­dzi. Wziął ze skła­dziku fo­lię, ło­patę i ki­lof. Po­tem je­chał. Naj­pierw tą samą ciemną, nie­równą drogą, którą tak do­brze znał, a która tak okrut­nie go zdra­dziła. Na Prze­łęcz Ko­war­ską, a póź­niej przez las, w stronę gra­nicy z Cze­chami na prze­łę­czy Okraj. Tam droga się roz­ga­łę­ziała i po­je­chał w lewo, w dół, na Lu­bawkę, i ja­kąś ścieżką, na któ­rej ni­gdy nie był, a która za­pro­wa­dziła go na po­lanę. Tam wy­siadł. Zna­lazł miej­sce na skraju lasu, wy­ko­pał dół, wsa­dził do niego ciało owi­nięte w fo­lię i je za­ko­pał. Rzu­cił na grób ga­łę­zie oraz pa­pro­cie wy­rwane z ziemi.

Kiedy wró­cił na kem­ping, był wy­koń­czony. Bo­lało go całe ciało, wszyst­kie mię­śnie, krę­ciło mu się w gło­wie. Po­ło­żył się od razu do łóżka, na­wet nie wziąw­szy prysz­nica, ale tylko prze­wra­cał się z boku na bok, szlo­chał albo wył w po­duszkę.

Nie po­tra­fił za­snąć.