Zbędni
Wojciech Chmielarz — Kryminalne i sensacyjne

W końcu wstał i wy­szedł na dwór w sa­mym T-shir­cie, ale po­mimo mżawki nie było mu zimno. Ru­szył pro­sto do kam­pera Belga. Bez za­sta­no­wie­nia za­ło­mo­tał w drzwi. Raz i drugi, z ca­łych sił, aż wóz za­dy­go­tał. Do­piero wtedy do­tarło do niego, co wła­śnie robi. W pierw­szej chwili chciał ucie­kać, ale usły­szał ruch w czę­ści miesz­kal­nej po­jazdu i wie­dział już, że na to za późno. Cze­kał jak na wy­rok.

Drzwi otwo­rzyły się i sta­nął w nich Belg. Był łysy i ni­ski – nie miał chyba na­wet me­tra sie­dem­dzie­się­ciu – dość okrą­gły z po­wodu nad­wagi, te­raz w sa­mych bok­ser­kach i bia­łym T-shir­cie. Na wi­dok Jaśka o dziwo się uśmiech­nął.

– O! Pan też nie może spać! – po­wie­dział po an­giel­sku.

– Nie. Nie mogę – od­parł Ja­siek. Kilka lat prze­pra­co­wał na zmy­wa­kach i bu­do­wach w Wiel­kiej Bry­ta­nii, znał więc tro­chę ję­zyka.

Przez mo­ment tak stali. Belg pa­trzył na niego wy­cze­ku­jąco, a on prze­łknął ślinę i prze­je­chał ję­zy­kiem po su­chych war­gach.

– Ja chcia­łem za­py­tać... czy ma pan może... No, czy ma pan może piwo?