W końcu wstał i wyszedł na dwór w samym T-shircie, ale pomimo mżawki nie było mu zimno. Ruszył prosto do kampera Belga. Bez zastanowienia załomotał w drzwi. Raz i drugi, z całych sił, aż wóz zadygotał. Dopiero wtedy dotarło do niego, co właśnie robi. W pierwszej chwili chciał uciekać, ale usłyszał ruch w części mieszkalnej pojazdu i wiedział już, że na to za późno. Czekał jak na wyrok.
Drzwi otworzyły się i stanął w nich Belg. Był łysy i niski – nie miał chyba nawet metra siedemdziesięciu – dość okrągły z powodu nadwagi, teraz w samych bokserkach i białym T-shircie. Na widok Jaśka o dziwo się uśmiechnął.
– O! Pan też nie może spać! – powiedział po angielsku.
– Nie. Nie mogę – odparł Jasiek. Kilka lat przepracował na zmywakach i budowach w Wielkiej Brytanii, znał więc trochę języka.
Przez moment tak stali. Belg patrzył na niego wyczekująco, a on przełknął ślinę i przejechał językiem po suchych wargach.
– Ja chciałem zapytać... czy ma pan może... No, czy ma pan może piwo?