Zbędni
Wojciech Chmielarz — Kryminalne i sensacyjne

Pies pod­niósł łeb i spoj­rzał na niego ciem­nymi oczami, jakby chciał do­py­tać, o co mu wła­ści­wie cho­dzi, a po­tem pod­biegł nie­zgrab­nie i ude­rzył czule łbem w pierś męż­czy­zny, prze­wra­ca­jąc go na zie­mię. Ja­siek stęk­nął ci­cho, pa­pie­ros wy­padł mu z ust. Przez chwilę tak le­żał, czu­jąc, jak woda prze­siąka mu przez weł­niany swe­ter, i gła­skał psa po gru­bym karku.

– No już, już – po­wie­dział wresz­cie, od­py­cha­jąc go od sie­bie.

Wstał, po­tar­mo­sił jesz­cze kun­dla za uszami i wró­cił do pracy.

Po­my­ślał, że po ca­łej tej ha­rówce za­słu­guje na to, by zro­bić dla sie­bie coś do­brego. Wsiadł do wy­słu­żo­nego ci­tro­ëna i po­je­chał do Ko­war, żeby zjeść obiad w tam­tej­szym ba­rze. Za­mó­wił ham­bur­gera z fryt­kami, a po chwili za­sta­no­wie­nia – piwo. Uznał, że jedno mu nie za­szko­dzi. Był wiel­kim fa­ce­tem. Poza tym miało być do po­siłku, a i tak pew­nie jesz­cze po­sie­dzi i za­pali pa­pie­rosa, po­roz­ma­wia z ko­le­gami, któ­rzy po­woli za­częli się scho­dzić, rów­nie zmę­czeni jak on po ca­łym dniu ro­boty.