Wypił sześć, chociaż nie do końca pamiętał, kiedy i dlaczego. Bo naprawdę planował wypić tylko jedno – do posiłku – ale przyszedł Wójt. Wyszli na zewnątrz, rozmawiali o pierdołach i o tym, że Jaśkowi kiepsko chodzą hamulce. Wójt zachęcał go do wizyty w warsztacie, obiecywał, że coś zaradzą, i to tanio. Jasiek powiedział, że przyjedzie, ale skłamał. Nie przelewało mu się i uznał, że wystarczy, jak będzie jeździł wolno. Potem wrócili do środka i Wójt zaczął namawiać go na kolejne piwo. Jasiek odmawiał, całkiem długo, aż zirytowany mężczyzna wyciągnął portfel, zamówił dwa browary i postawił przed nim pełen kufel. Jasiek nie miał zwyczaju odmawiać darmowego trunku.
A potem było trzecie, bo dobrze się gadało. Poza tym w gardle drapało go po kolejnym papierosie. I czwarte, bo zagrali w bilard, a jak tu grać w bilard, skoro nie ma niczego do picia. Piąte, bo jakiś debil zaczął gadać o polityce, a takie rozmowy zawsze Jaśka irytowały, a nic nie uspokajało tak jak piwo. Wreszcie szóste, bo wszyscy rozchodzili się już do domów i trzeba się było pożegnać.