Zbędni
Wojciech Chmielarz — Kryminalne i sensacyjne

Wy­pił sześć, cho­ciaż nie do końca pa­mię­tał, kiedy i dla­czego. Bo na­prawdę pla­no­wał wy­pić tylko jedno – do po­siłku – ale przy­szedł Wójt. Wy­szli na ze­wnątrz, roz­ma­wiali o pier­do­łach i o tym, że Jaś­kowi kiep­sko cho­dzą ha­mulce. Wójt za­chę­cał go do wi­zyty w warsz­ta­cie, obie­cy­wał, że coś za­ra­dzą, i to ta­nio. Ja­siek po­wie­dział, że przy­je­dzie, ale skła­mał. Nie prze­le­wało mu się i uznał, że wy­star­czy, jak bę­dzie jeź­dził wolno. Po­tem wró­cili do środka i Wójt za­czął na­ma­wiać go na ko­lejne piwo. Ja­siek od­ma­wiał, cał­kiem długo, aż zi­ry­to­wany męż­czy­zna wy­cią­gnął port­fel, za­mó­wił dwa bro­wary i po­sta­wił przed nim pe­łen ku­fel. Ja­siek nie miał zwy­czaju od­ma­wiać dar­mo­wego trunku.

A po­tem było trze­cie, bo do­brze się ga­dało. Poza tym w gar­dle dra­pało go po ko­lej­nym pa­pie­ro­sie. I czwarte, bo za­grali w bi­lard, a jak tu grać w bi­lard, skoro nie ma ni­czego do pi­cia. Piąte, bo ja­kiś de­bil za­czął ga­dać o po­li­tyce, a ta­kie roz­mowy za­wsze Jaśka iry­to­wały, a nic nie uspo­ka­jało tak jak piwo. Wresz­cie szó­ste, bo wszy­scy roz­cho­dzili się już do do­mów i trzeba się było po­że­gnać.