Zbędni
Wojciech Chmielarz — Kryminalne i sensacyjne

Plan miał taki, że naj­pierw przej­dzie się ko­war­skimi ulicz­kami. Nie­da­leko, może prze­ma­sze­ruje w dół i w górę sta­rówki, do urzędu mia­sta i z po­wro­tem, otrzeź­wieje tro­chę. Ale znowu za­częło sią­pić. Prze­klęta kar­ko­no­ska mżawka. Lo­do­wata, gę­sta, prze­ni­ka­jąca do szpiku ko­ści. Wsiadł więc do sa­mo­chodu, od­pa­lił sil­nik, na­sta­wił ogrze­wa­nie na maksa i obie­cał so­bie, że nie bę­dzie się śpie­szył. Zresztą nie miał da­leko, a do tego drogą głów­nie przez las, gdzie ni­gdy ni­kogo o tej po­rze nie było. By­leby tylko tam do­je­chać.

Ru­szył spo­koj­nie. Je­chał nie wię­cej niż trzy­dzie­ści ki­lo­me­trów na go­dzinę. Ści­skał mocno kie­row­nicę, wy­chy­lał się lekko do przodu i marsz­czył brwi, ma­jąc na­dzieję, że to po­może na roz­chwiany, roz­ma­zu­jący się ob­raz przed oczami. Bek­nął prze­cią­gle. Cie­płe po­wie­trze z na­wiewu ude­rzało go pro­sto w twarz.

Wkrótce wy­je­chał na ob­wod­nicę Ko­war. Tam lekko przy­śpie­szył, bo o tej po­rze droga była pra­wie pu­sta, a on chciał jak naj­szyb­ciej do­trzeć do domu i po­ło­żyć się spać.