Z siedzącymi mu na ogonie policjantami, co do których był pewien, że czekają tylko na jeden jego błąd, żeby włączyć sygnał i zatrzymać go do kontroli drogowej.
– Ja pierdolę – wymamrotał.
Plecy miał całe mokre, dłonie ślizgały mu się po kierownicy. Sięgnął po paczkę papierosów, żeby zapalić jednego i w ten sposób się uspokoić. Samochód jakby sam zjechał w prawo i niemal uderzył w barierkę, która oddzielała drogę od stromego zbocza. Jasiek odbił w ostatniej chwili. Szybko spojrzał w lusterko, pewny, że policjanci zauważyli niebezpieczny manewr i zaraz każą mu się zatrzymać.
Ale nic takiego się nie stało.
Po prostu dalej za nim jechali. Jakby ich to bawiło. Jakby zbierali dowody. Pewnie mieli w środku jakąś kamerkę. Policzą jego błędy, wszystkie złamane przez niego przepisy, a potem go zniszczą, zmiażdżą i przemielą.
– Kurwa – warknął.
Poczuł do nich nienawiść. Miał ochotę zahamować gwałtownie. Nie zdążyliby się zatrzymać, walnęliby w tył jego samochodu. Był ciekaw, jak by im się to spodobało.