Powstrzymała go jedna z nielicznych rozsądnych jeszcze komórek w jego mózgu. Zacisnął zęby.
Przestał na moment myśleć o policjantach i zaczął w duchu przeklinać Wójta. Gdyby nie on, nie wpakowałby się w te kłopoty. Zjadłby obiad, wypił jedno piwo i wrócił do siebie. Tyle. Ale Wójt musiał go namawiać, wiercić mu dziurę w brzuchu, postawił nawet tego browara. Jakby źle Jaśkowi życzył. Jakby spodziewał się, że coś takiego się zdarzy.
A może to on nasłał na niego policjantów? Zadzwonił do nich albo wysłał anonimowy cynk, że Jasiek wypił trochę za dużo?
Zaczął zwalniać, zanim jeszcze dojechał do Przełęczy Kowarskiej. Oddychał płytko, serce mocno mu waliło, do tego chciało mu się sikać. Przez chwilę zastanawiał się, co pierwsze pęknie – serce czy pęcherz.
Wrzucił kierunkowskaz w lewo i skręcił w wąską leśną drogę prowadzącą na kemping.
Policjanci pojechali prosto.
Odetchnął głęboko kilka razy. Poczuł, jak rozkoszna ulga rozpływa się po jego ciele. Zaczął się głośno śmiać i walić jak oszalały w kierownicę.